FILIP

Motylek Filipek ze smutkiem spogląda

bo jego skrzydełko inaczej wygląda.

Jest mniejsze i cieńsze i takie słabiutkie

jest inne od wszystkich, jest bardzo malutkie.

Już takie urosło i nie chce być inne

jest chore dlatego jest dużo mniej zwinne.

Filipek zapłakał, swe łezki ociera,

na chore skrzydełko ze smutkiem spoziera

i żal ma bo przez nie pofrunąć nie może.

A chciałby pofrunąć wysoko nad zboże.

I marzy, że leci wysoko do góry,

że skrzydła go niosą wysoko aż w chmury.

Uśmiechnął się smutno- pomyślał- spróbuję.

Skrzydełkiem swym chorym trzepocze, wiruje

i miał już nadzieję bo wzbił się troszeczkę

już marzył, że może doleci nad rzeczkę.

Lecz sił mu zabrakło i upadł zmęczony.

Skrzydełko zbyt małe miał z jednej strony

by móc pofrunąć i w górze szybować.

Filipek zapłakał- już nie chciał próbować.

Już nie chciał próbować bo bardzo bolało

i nigdy pofrunąć się nie udawało.

Podkulił swe chore, malutkie skrzydełko

i chęć miał się schować w najmniejsze pudełko.

A łzy po policzkach ściekały mu strugą

rzęsiste kropelki jedna za drugą.

Gdy siedząc samotnie wylewał smuteczki,

usłyszał wesołe odgłosy znad rzeczki.

Ciekawy tych głosów wstał, nasłuchuje

i kroki swe wolno nad rzeczkę kieruje.

Rozsunął zarośla, zagląda nieśmiało

Czy chcecie usłyszeć co tam się działo?

Nad rzeczką motylki bal urządziły

i tańcząc wśród kwiatów, radośnie bawiły.

Amelka wraz z Zuzią nektar rozdają

a Janek i Maciek piosenki śpiewają.

Filipek zerkając ostrożnie zza trawy

miał chęć się przyłączyć do wspólnej zabawy.

Lecz wstydził się swego małego skrzydełka

i znów popłynęła mu łezki kropelka.

-Na pewno nie zechcą bym bawił się z nimi.

Pomyślał zerkając oczkami smutnymi.

-I będą się śmiali z mojego skrzydełka,

że zamiast pofrunąć to skaczę jak pchełka.

Spojrzał raz jeszcze na brać rozbawioną

i wraca z powrotem z głową spuszczoną.

-Zaczekaj! –usłyszał głos za plecami.

-Czy nie chcesz pobawić się razem z nami?

-Ja jestem Amelka, widziałam jak szedłeś

tylko dlaczego na bal nie przybiegłeś?

-Bo ja…-wyjąkał Filipek speszony.

-Ja nie chcę-wymyślił-bo jestem zmęczony.

-No chodź –Amelka wciąż nalegała.

Za rękę Filipka lekko złapała

i idąc prowadzi go prosto na bal

podając po drodze balowy szal.

-Musisz go ubrać to szal balowy

każdy ma taki szal kolorowy.

A zaraz przyniosę nektaru szklaneczkę

jak jesteś zmęczony to wypij troszeczkę.

Filipek z wrażenia nic nie mógł powiedzieć.

Amelka kazała mu czekać i siedzieć

a sama pobiegła po nektar dla niego

mówiąc, że nie ma nic pyszniejszego.

Rozglądnął się Filip-dokoła zabawa.

Męczyła go w myślach kolejna obawa,

że zaraz go inne motylki zobaczą

i śmiejąc się z niego dokoła osaczą.

Lecz wiele motylków go dobrze widziało

i nic takiego się wcale nie stało.

Odetchnął z ulgą bo wstydził się bardzo

i był przekonany, że inni nim wzgardzą,

że będą dokuczać i drwić bo jest inny,

że gorszy i brzydszy, i dużo mniej zwinny.

Tymczasem Amelka przybiegła z nektarem

a za nią Różyczka z malutkim Michałem.

-No chodźcie, już pora -krzyknęła Różyczka

-Poczekaj niech Filip wypije choć łyczka.

-Ale za chwilę się zaczną zawody!

Nie można przegapić takiej przygody!

-Jakie zawody? -wykrztusił Filipek.

-Zawody w wieszaniu tęczowych nitek.

Kto wyżej na drzewie nitkę zawiesi

temu zabłyszczy medal na piersi.

Medal wstążeczką jest ozdobiony

i napis na środku ma umieszczony:

NAJLEPSZY MOTYLEK W WYSOKIM FRUWANIU

I MISTRZ NAD MISTRZAMI W NITKOWYM WIESZANIU

Filipek się cofnął i zbladł przestraszony.

-Ja nie chcę–wyszeptał głosem ściszonym.

-Nie umiem latać bo mam inne skrzydło

i przez nie wyglądam jak jakieś straszydło.

Filipek rozłożył oba skrzydełka.

-Zobaczcie jaka różnica jest wielka.

Amelka skrzydełko Filipka ogląda,

podnosi do góry, dotyka, zagląda

-Nie martw się, nie płacz, coś poradzimy,

na pewno samego cię nie zostawimy.

A z tym straszydłem to przesadziłeś!

Nie jesteś nim wcale i nigdy nie byłeś.

-Amelka ma rację -dodała Różyczka

a Michaś wyciągnął z kieszeni pierniczka

-Proszę-powiedział-oddam go tobie

bo piernik najlepszy na smutek i zdrowie.

-Już wiem, mam pomysł! -krzyknęła Amelka

Po wspólnych zawodach -zabawa w berka.

A podczas zawodów pomożesz Tomkowi

on też dziś nie fruwa bo skrzydło go mrowi.

Wczoraj się potknął i wpadł w pokrzywę

i teraz ma bąble na skrzydle straszliwe.

Będziecie wspólnie oceniać fruwanie

to bardzo trudne i ciężkie zadanie.

-Wspaniale! -wykrzyknął Filipek z radości.

Amelkę aż objął, uścisnął z wdzięczności.

I znów mu łezka spłynęła ukradkiem

lecz już nie ze smutku i nie przypadkiem

tylko dlatego, że był szczęśliwy

a świat wokół niego był taki życzliwy.

Amelka również była szczęśliwa

-Posłuchaj -rzekła -czasem tak bywa.

Nie każdy zawsze jest zdrowy i silny

każdy z nas przecież jest bardzo inny.

Zuzia na przykład ma okulary,

jak ich nie włoży to wpada w szuwary.

I wcale przed nikim się tego nie wstydzi

bo dzięki nim lata i dobrze widzi.

Karol się ciągle o wszystko potyka

i z rąk mu wypada, wszystko wymyka.

Co do nich weźmie to zaraz stłucze

i gapa jest taki, że zgubił klucze.

Więc chyba już widzisz, że każdy jest inny

i nic nie poradzisz, i nie czuj się winny.

A najważniejsze by sobie pomagać

i nigdy nikomu krzywdy nie zadać.

Filipek poczuł, że jest kochany

już nie był samotny i nie był niechciany.

Wszystkie motylki go polubiły

i nigdy ze skrzydła jego nie kpiły.

A gdy Filipek ćwiczył fruwanie

to wiedział, że złego się nic nie stanie

bo inne motylki gdy miał upadać

zaczęły poduszki na ziemi układać.

I dzięki Amelce i innym motylkom

cieszył się każdą spędzoną tu chwilką.

Nikomu skrzydełko nie przeszkadzało

i często się nawet tak przydarzało,

że Filip o skrzydle sam zapominał

i śmiać się sam z siebie wtedy zaczynał.

A Wy umiecie tak jak Amelka?

Pomagaj innym -Zaleta to wielka!

Bo przyjaźń jest zawsze potrzebna każdemu.

Tak samo Tobie jak i innemu.



następna bajka "Paluszki"